ZM Henryk Kania, czyli od potentata do bankruta

Finansowy Kubek Kawy,blog o finansach
28 grudnia 2019

<< FINANSOWY KUBEK KAWY

<< FINANSOWY KUBEK KAWY

<< FINANSOWY KUBEK KAWY

< FINANSOWY KUBEK KAWY

< FINANSOWY KUBEK KAWY

W upadku ZM Henryk Kania mamy wszystko: próbę wrogiego przejęcia, zmowę złowrogiej konkurencji, chciwe banki i tajemnicze zniknięcie właściciela.

 

Koniec roku to czas wszelkiego rodzaju podsumowań. Postanowiłem nie być gorszy i w Finansowym Kubku Kawy wybrać największą finansową katastrofę na naszym rynku kapitałowym. Wybór nie był trudny. O ile bowiem 2018 został zdominowany przez aferę GetBacku, w tym roku kiełbasę, przepraszam, palmę zwycięstwa trzeba bezdyskusyjnie przyznać upadkowi Zakładów Mięsnych Henryk Kania. By zrozumieć przyczynę katastrofy ZM Henryk Kania musimy trochę „cofnąć się” w czasie.

 

Gdy na początku lat dziewięćdziesiątych Henryk Kania senior otwierał niewielki zakład masarski w Pszczynie nie przypuszczał zapewne, że 25 lat później jego firma stanie się bohaterem spektakularnego bankructwa w świetle medialnych jupiterów. Ale od początku. Firma Kani rozwija się prężnie, specjalizując się w ekologicznych wędlinach klasy premium, które zgodnie ze spotami reklamowymi firmy miały kojarzyć się ze zdrowym trybem życia (sic!).

 

Na początku tego wieku Kania senior decyduje się przekazać ster rozrastającej się firmy w młodsze ręce – syna, zgodnie z tradycją również Henryka. Kania Junior działa z rozmachem. Przejmuje kolejne firmy z branży, rozbudowuje masarnię, reklamuje się na potęgę, a w efekcie jego produkty trafiają pod strzechy – wędliny z logo Henryk Kania można znaleźć w niemal wszystkich liczących się sieciach handlowych.

 

W 2012 r. akcje ZM Henryk Kania trafiają na główny rynek warszawskiej Giełdy. Wtedy też Kania junior decyduje się powierzyć zarządzanie własną firmą, jak to określił „zaufanym specjalistom”, samemu zadawalając się pozycją szefa rady nadzorczej firmy oraz jej głównego akcjonariusza. Początkowo wszystko układa się bajkowo. Firma ciągle rośnie rozrastając się do pięciu zakładów produkcyjnych zatrudniających łącznie ponad 2 tys. pracowników.

 

W 2015 r. ZM Henryk Kania mogą się pierwszy raz w swojej historii pochwalić łącznymi przychodami ponad miliard złotych. Jeszcze w kwietniu 2019 roku spółka chwaliła się rekordowymi 64 mln zł zysku za 2018 r. Okazało się jednak, że ZM Kania to kolos na glinianych nogach. A raczej na nogach mocno zadłużonych. O tym, że firma finansuje swój rozwój za pożyczone pieniądze wiadomo było o dawna. W czerwcu okazało się jednak, że jest w ogóle pozbawiona gotówki i nie jest w stanie obsługiwać swojego zadłużenia. Pojawiły się też problemy z wypłatami pensji dla pracowników.

 

Później wydarzenia przybrały charakter lawinowy. Kurs akcji ZM Henryk Kania na giełdzie załamał się – akcje potaniały z ponad 1 zł do 30 groszy. Banki na czele z Aliorem i Citi Handlowym z dnia na dzień wypowiedziały mięsnej spółce umowy kredytowe i faktoringowe. Wszczęto postępowanie układowe z wierzycielami a władzę w spółce przejął wyznaczony przez sąd zarządca.

 

W sprawozdaniu za pierwszą połowę wykazano stratę na ponad 800 mln zł oraz 800 mln zł zobowiązań krótkoterminowych z tytułu nieobsługiwanych obligacji i bankowych kredytów. Do aresztu trafił też były prezes ZMHK. Zarzuty: działalność na szkodę banków i obligatariuszy. Podobne zarzuty prokuratura chciała przedstawić też głównemu właścicielowi spółki. Problem w tym, że nikt nie wiedział, gdzie jest Henryk Kania junior. Spekulowano, że z walizkami wypchanymi gotówką uciekł do Stanów Zjednoczonych lub na jedną z Wysp Karaibskich.

 

Kilka tygodni później sam Kania w wywiadzie prasowym przyznał, że i owszem przebywa za granicą, ale nie chciał wyjawić gdzie. I że wcale nie uciekł przed wierzycielami i wymiarem sprawiedliwości, a jedynie chciał odpocząć od medialnego szumu w swoim zagranicznym domu. Co ciekawsze, za upadek swojej firmy oskarżył układ, na który miała się składać konkurencyjna firma Cedrob, która z pomocą banków i sądów za bezcen chciała przejąć ZMHK. Swoje dostało się też sieciom handlowym m.in. Biedronce, które wymogły na firmie odraczanie płatności oraz żądały nawet 30 proc. wartości sprzedaży Kani z tytułu samej możliwości sprzedawania w tych sieciach handlowych. Zdaniem Henryka Kani to wszystko sprawiło, iż jego firma musiała upaść.

 

W międzyczasie postępowanie układowe zmieniło się bowiem w upadłościowe, a zarząd Giełdy zawiesił notowania ZM Henryk Kania na GPW. Po wycofaniu się z rozmów o przejęciu Kani przez znaną z produkcji kabanosów firmy Tarczyński, większość majątku firmy z Pszczyny trafi zapewne do wspomnianego Cedrobu…

 

Ot taka smutna historia na koniec roku o chciwości, zarządzaniu i rozbujałych ambicjach.

 

 

 

< FINANSOWY KUBEK KAWY

W ramach bloga nie jet świadczone doradztwo ani nie są udzielane jakichkolwiek rekomendacje w zakresie prezentowanej w niej tematyki w tym dotyczące określonego postępowania wobec instrumentów finansowych, w ujęciu wynikającym w szczególności z ustawy z dnia 29  lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi (t.j. Dz. U. z 2017 r. poz. 1768 z późn. zm.). Redakcja Finansowego Kubka Kawy nie ponosi odpowiedzialności za jakiekolwiek decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie artykułów lub informacji zawartych na stronach bloga.

Finansowy Kubek Kawy

     © Copyright  2019

Finansowy Kubek Kawy