Lidl Plus, czyli z aplikacją taniej znaczy drożej

Finansowy Kubek Kawy,blog o finansach
14 stycznia 2020

<< FINANSOWY KUBEK KAWY

<< FINANSOWY KUBEK KAWY

<< FINANSOWY KUBEK KAWY

< FINANSOWY KUBEK KAWY

< FINANSOWY KUBEK KAWY

Dzisiaj trochę prywaty i o finansach nieco mniejszych. A konkretnie o popularnej sieci handlowej Lidl i przygodzie z jej programem lojalnościowym.

 

Wtorek po południu. Wybraliśmy się żoną na zakupy. Miejsce akcji: sklep sieci Lidl na warszawskiej Woli. Zwykłe, można by rzec, prozaiczne domowe zakupy. Pieczywo, warzywa, trochę przypraw, czerwone wino do kolacji. Przy kasach mały ruch – w końcu środek dnia. Zadowolony ze sprawnego przebiegu niezbyt lubianego obowiązku wypakowuję towary na taśmę.

 

Nie jestem wielkim zwolennikiem wszelkiego rodzaju programów lojalnościowych. Tak naprawdę korzystam z zaledwie kilku. Taki nienowoczesny ze mnie konsument. Małżonka ma, nowocześniejsza pod tym względem, na pytanie kasjerki czy posiadamy aplikację Lidl Plus (czyli tamtejszej odmiany właśnie takiego programu lojalnościowo-rabatowego) przytaknęła i ochoczo wyciągnęła telefon z plecaka. Nie wiem czy z nieuwagi, czy z faktu, że byliśmy ostatnimi klientami przy tej właśnie kasie, obsługująca ją pracownica nie poprosiła o zeskanowanie aplikacji co moja żona zauważyła dopiero po dokonaniu płatności za zakupy.

 

Wzruszyłem ramionami, chciałem machnąć ręką: nie warto się spinać o parę groszy. Żona uparła się jednak, by skorzystać z programu Lidl plus. Korzystając z sytuacji, że po nas kasa i tak była zamykana - nic tak nie irytuje w kolejce jak klient bez krawata, czyli awanturujący się - wyładowałem całe zakupy z wózka na taśmę i w nieco chłodniejszej atmosferze po anulowaniu poprzedniej transakcji, kasjerka ponownie nabiła ceny tych samych towarów. Tym razem już z Lidl Plus. Jakie było moje zdziwienie, że za dokładnie te same towary musieliśmy już zapłacić więcej niż parę minut wcześniej bez programu lojalnościowego! Niewiele ale jednak.

 

Zdumiona kasjerka nie potrafiła wytłumaczyć tego faktu, podobnie zdziwiona była wezwana do pomocy kierowniczka zmiany. Znużona żona zostawiła mnie z nieszczęsnymi zakupami i z tajemnicą działania programu rabatowego sieci Lidl, podczas gdy panie z obsługi mozolnie porównywały oba rachunki. Po dłuższej chwili nieprzekonująco przebąkują coś o „niedowadze” bodajże pomidorów rzymskich. Nieprzekonany, przyjąłem przeprosiny, nadpłaconą kwotę i z zablokowanymi środkami za „podwójne” zakupy popchałem swój wózek na parking.

 

Pakując zakupy do samochodu nie zastanawiałem się już czy pomidory w Lidlu w magiczny sposób zmieniają swoją wagę czy pracownicy sklepu mylą się z przepracowania. Skonstatowałem jedynie, że po ponad trzydziestu latach gospodarki rynkowej w naszym kraju udało mi się znaleźć program rabatowy, w którym bonus polega na tym, iż trzeba zapłacić więcej niż bez ewentualnego rabatu. Taka ekonomiczna ciekawostka.

 

 

< FINANSOWY KUBEK KAWY

W ramach bloga nie jet świadczone doradztwo ani nie są udzielane jakichkolwiek rekomendacje w zakresie prezentowanej w niej tematyki w tym dotyczące określonego postępowania wobec instrumentów finansowych, w ujęciu wynikającym w szczególności z ustawy z dnia 29  lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi (t.j. Dz. U. z 2017 r. poz. 1768 z późn. zm.). Redakcja Finansowego Kubka Kawy nie ponosi odpowiedzialności za jakiekolwiek decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie artykułów lub informacji zawartych na stronach bloga.

Finansowy Kubek Kawy

     © Copyright  2019

Finansowy Kubek Kawy