Alior Bank, czyli jaka piękna katastrofa

Finansowy Kubek Kawy,blog o finansach
02 marca 2020

<< FINANSOWY KUBEK KAWY

<< FINANSOWY KUBEK KAWY

<< FINANSOWY KUBEK KAWY

< FINANSOWY KUBEK KAWY

< FINANSOWY KUBEK KAWY

Alior Bank wydaje się już cieniem samego siebie. Bank, który przebojem wdarł się do nieco skostniałego polskiego sektora bankowego po repolonizacji popadł w przeciętność. Podobnie jak giełdowe notowania banku, które z miesiąca na miesiąc wyglądają tylko gorzej.

 

Pamiętam gdy w grudniu 2007 r. włoska grupa Carlo Tassara, kontrolowana przez potomka polskich emigrantów Romaina Zaleskiego, ogłosiła zamiar budowy w naszym kraju od podstaw dużego, uniwersalnego banku wielu pukało się w głowę.

 

Na rynku zdominowanym przez duże instytucje jak PKO BP, Pekao, BRE Bank (obecny mBank) czy BZ WBK (teraz Santander), na rynku na którym swoje większe i mniejsze banki mieli już niemal wszyscy liczący się europejscy gracze i gdzie rozpychali się nowi (banki Leszka Czarneckiego) przychodzi, ktoś obcy, bez zaplecza i z marszu chce wskoczyć do dziesiątki największych banków w kraju. I to w momencie gdy światowymi rynkami finansowymi wstrząsa jeden z największych globalnych kryzysów.

 

Bankowe wejście smoka

Jedynym atutem nowego banku wydawać się mogło nazwisko jej prezesa, Wojciecha Sobieraja twórcy sukcesu bankowości detalicznej Banku BPH. Pomagać miał mu Cezary Smorszczewski w przeszłości wiceprezes Pekao i Orlenu.

 

Alior Bank wystartował rok później z kapitałami rzędu 1,5 mld zł. Postawił na nowoczesne kanały dystrybucji, internet, wideo weryfikację oraz szybko rosnącą sieć niewielkich placówek. Nie żałował też kasy na reklamę, faceci w melonikach byli niemal wszędzie a slogan „Wyższa kultura bankowości” na stałe wszedł do kanonu reklamowego nad Wisłą.

 

Bank Sobieraja kusił darmowymi usługami bankowymi i maklerskimi. Szybko przekroczył planowany 4-procentowy udział w polskim rynku bankowym, po drodze zgarniając mniej lub bardziej prestiżowe nagrody dla najbardziej innowacyjnego i najdynamiczniejszego banku w kraju.

 

W grudniu 2012 r. Alior zadebiutował na Giełdzie Papierów Wartościowych z największą w historii polskiego rynku ofertą publiczną prywatnej spółki o wartości ponad 2 mld zł. Papiery banku niczym ciepłe bułeczki chętnie kupowały zarówno fundusze inwestycyjne jak i giełdowi ciułacze – mimo intensywnego rozwoju bank rok rocznie wypracowywał kilkaset milionów złotych dla swoich akcjonariuszy.

 

Półtora roku później akcje Alior Banku znalazły się już w indeksie WIG20 skupiającym największe i najbardziej płynne spółki na GPW. W kolejnym roku Alior był już gotów na akwizycje – przejął i wchłonął Meritum Bank.

 

Bez Sobieraja ale z PZU

W międzyczasie, wychodzącą z inwestycji grupę Carlo Tassara, jako największy akcjonariusz Aliora zastąpił kontrolowany przez Skarb Państwa ubezpieczeniowy gigant PZU.

Alior przejął też cześć dawnego BPH. Dzięki temu dobił do 4 mln klientów i 700 placówek.

 

Coraz głośniej zaczęło się jednak mówić o konflikcie prezesa Sobieraja z głównym akcjonariuszem banku. Wokół twórcy Aliora zaczęły się gromadzić coraz czarniejsze chmury. Szefowi banku najwyraźniej nie było po drodze z „dobrą zmianą” i z ludźmi narzuconymi mu przez PZU. Dość powiedzieć, że gdy Sobieraj ze Smorszczewskim zakładali Alior Bank, jego zarząd liczył trzy osoby.

 

Za rządów PZU zarząd rozrósł się niemal trzykrotnie. W 2017 r. Sobieraj zdecydował się w końcu pożegnać z Aliorem. Wydawało się, że z bankiem bez Sobieraja wcale nie będzie tak źle. W październiku 2017 r. kurs akcji banku wspiął się na historyczne maksimum 100,5 zł. W następnym roku Alior mógł się zaś pochwalić rekordowym zyskiem - ponad 700 mln zł.

 

20 złotych za akcję

Później było już jednak tylko gorzej. Bank nie rozwijał się już tak dynamicznie i nie zdobywał nowych klientów równie łatwo jak wcześniej. Dodatkowo przytrafiło mu się kilka spektakularnych wpadek jak 150 mln zł straty na kredycie dla Ruchu, 50 mln zł straconego kredytu dla handlującej paliwami spółki Onico, 250 mln zł pożyczonych bankrutującym Zakładom Mięsnym Henryk Kania czy strategiczne partnerstwo z innym bankrutem - biurem turystycznym Neckermann. To było za dużo nawet dla Komisji Nadzoru Bankowego który wysłała do banku specjalnych kontrolerów. Co znaleźli, zobaczymy.

 

Dodatkowo w ostatnim kwartale Alior musiał utworzyć blisko 200 mln zł rezerw na kredyty konsumenckie. W efekcie w ostatni piątek bank ogłosił pierwszą w swojej historii kwartalną stratę w wysokości 20 mln zł, a zysk za cały rok 2019 r. skurczył się do nieco ponad 250 mln zł. Kurs akcji banku, który w ciągu roku i tak zjechał o ponad 60 proc. w ostatni piątek sięgnął dna. Za jeden walor banku inwestorzy płacili już tylko 20,7 zł.

 

Gdy Alior debiutował na GPW w 2012 roku, jedna akcja była warta 60,9 zł. Natomiast gdy PZU nabywał strategiczny pakiet akcji banku płacił za nie po prawie 90 zł...

* Podczas dzisiejszych notowań po informacjach o redukcji części kosztów kurs Alior Banku odbił do 22,4 zł.

 

 

< FINANSOWY KUBEK KAWY

W ramach bloga nie jet świadczone doradztwo ani nie są udzielane jakichkolwiek rekomendacje w zakresie prezentowanej w niej tematyki w tym dotyczące określonego postępowania wobec instrumentów finansowych, w ujęciu wynikającym w szczególności z ustawy z dnia 29  lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi (t.j. Dz. U. z 2017 r. poz. 1768 z późn. zm.). Redakcja Finansowego Kubka Kawy nie ponosi odpowiedzialności za jakiekolwiek decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie artykułów lub informacji zawartych na stronach bloga.

Finansowy Kubek Kawy

     © Copyright  2019

Finansowy Kubek Kawy